mercredi 26 mars 2008

Czy współczesna fizyka błądzi?

Pojawiają się różne głosy (ludzkie rzecz jasna, pisane najczęściej), że fizyka zabrnęła w ślepy zaułek, że oddala się od rzeczywistości i nie mówi prawdy o materii. Kontrowersje dotyczą zwłaszcza fizyki kwantowej, ale także Teorii Względności.

Który moment miałby być przełomowy? Kto pierwszy poszedł w złą stronę i czemu nikt nie dostrzegł, że kierunek jest błędny?

A może błądził już Archimedes? Galileusz? W zasadzie postęp w nauce polega na stawianiu hipotez i potwierdzaniu/ zaprzeczaniu im poprzez doświadczenia i eksperymenty. Póki doświadczenie potwierdza teorię, jest ona uznawana za prawdziwą. Najczęściej czas przynosi jednak nowe doświadczenia, nowe zjawiska i nowe prawa... Może fizyka jest funkcją czasu... zależy od czasu? Może dziś nasz Wszechświat (wielkie słowo, nie cały Wszechświat jest "nasz") się rozszerza, ale za miliony lat będzie się kurczył? (www.electrino.pl)

mardi 25 mars 2008

niewidzialne

Dostrzegać także niewidzialne. Między słowami, między wierszami, między gestami...

Największa miłość? Widzieć rzeczywistość taką, jaka jest i taką ją rozumieć i akceptować.

Kształcenie


Kształcenie, kształtowanie, kształt, nadawanie kształtu.


Kształcenie polega na metodycznym uczeniu. Określona wiedza zostaje podzielona na partie, które po kolei mają być przyswojone - zgodnie z wcześniej ustalonym planem. Fragmentaryczność jest konieczna, gdyż całości nie da się opanować na raz. Partie materiału muszą stanowić spójną całość i tworzyć temat. Temat z kolei przedstawiany jest 3-częściowo: wprowadzenie, rozwinięcie, zakończenie (z ewent. wnioskami i pytaniami).

Ważna jest systematyczność, regularnie wprowadzane tematy sumują się i osadzają na gruncie. Rosną kolejne warstwy. Dobrze jest przy nowym temacie nawiązać w skrócie do poprzedniego - w celu utrwalenia oraz stworzenia asocjacji, połączenia w mózgu :-)

Dobrze jest zaangażować emocje oraz różne zmysły: wzrok, słuch, dotyk, myślenie. Proces uczenia staje się wtedy bardziej całościowy i skuteczny.

SAMOKSZTAŁCENIE

Z tym sprawa jest trudniejsza, podejmując samokształcenie nie znamy całości materiału do opanowania - jest to tajemnica, którą chcemy zgłębić. Na pewno ważna jest systematyczność PODEJMOWANIA TEMATU. Plusem takiego procesu i jego mocną stroną jest OSOBISTE ZAINTERESOWANIE, zaangażowanie i pozytywne emocje. Dobrze jest znaleźć grupę osób również zainteresowanych daną dziedziną wiedzy, a nawet mistrzów, specjalistów. Należy zadawać pytania i drążyć problemy - szukać ich rozwiązania. Słuchać swoich własnych pytań, zainteresowań i dążyć do ich zaspokojenia.

Co nam pomaga w samookształceniu?
- książki, artykuły, czasopisma
- blogi, forum, witryny poświęcone danej wiedzy
- grupy zainteresowanych hobbystów, specjalistów itp. - środowisko jakiejś społeczności
- obserwacja zjawisk, obiektów zainteresowania
- wyciąganie własnych wniosków z literatury, rozmów i obserwacji
- przeprowadzanie eksperymentów
- wyrażanie swojej wiedzy i pytań publicznie -> informacje zwrotne (feed back)

* dodatek: z bolgu Einego - http://autodafe.salon24.pl/30732,index.html

"Oto dziecko posiada zadatki (talent) myślenia abstrakcyjno-formalnego (matematycznego) i objawia pasję do działań w tej dziedzinie. Wychowanie (kształcenie, formacja) wobec tego dziecka, będzie polegało na pomocy nauczyciela (i rodziców) w staniu się przez niego matematykiem (gdy będzie człowiekiem dojrzałym). Oczywiście, myślę tutaj wolność " ku" , a nie wolność "od".

Wychowanie więc, niczego w dziecku nie stwarza. Jest prawidłowe, gdy na podstawie rozpoznaniu życia wewnętrznego dziecka służy mu w stawaniu się osobą miłującą prawdę, dobro i piękno.

Drugą fundamentalną zasadą tak rozumianego wychowania (kształcenia, formacji) jest: aby uczeń stał się tym kim jest, należy mu zapewnić przestrzeń wolności.

Autoformacja jest trudem, proces stawania się osobą jest związany z wysiłkiem i pracą. Uczeń winien być wolnym od działań i zadań ,które autoformację uniemożliwiają lub ją utrudniają i jest to wolność " ku"."



dimanche 16 mars 2008

Jak Wszechświat się rozszerza?

Pierwsze pytanie jakie mi się nasuwa wiąże się z analogią rozszerzającego się Wszechświata do nadmuchiwanego balona: skoro oddalają się od siebie galaktyki, powinny oddalać się od siebie także elementy galaktyk. Tzn. gdy plamki na balonie to galaktyki, które w miarę rozszerzania się balonika oddalają się od siebie, to wtedy także rozmiar galaktyki powinien rosnąć, a wraz z nim także odległości wewnątrz galaktyki. Zgodnie z tym rozumowaniem, odległość między Ziemią a Słońcem powinna rosnąć...

Może czegoś nie rozumiem, np. siły grawitacji między Słońcem a Ziemią mogą przeciwdziałać temu rozszerzaniu odległości. W takim razie galaktyki musiałyby być jakimiś naroślami na powierzchni balona. Same się nie rozszerzają, podczas gdy balon rośnie i odległości między nimi się wydłużają.


vendredi 14 mars 2008

Dojrzewają gwiazdy złote

Po wyjściu z teatru ("Shirley Valentine") spojrzałam na niebo, nie dojrzałam ani jednej gwiazdy, ani pół...
I przyszła mi do głowy myśl, jakby znikąd: "Dojrzewają gwiazdy złote". No tak, skoro ich nie ma, można pomyśleć, że dopiero dojrzewają. Czemu złote? Może Sukiennice skojarzyły mi się ze złotem, takie żółte, podświetlone żółtym światłem na tle ciemnej nocy. Skąd ta potrzeba gwiazd? Dawno nie patrzyłam do góry.

Tego dnia miałam stłuczkę. W sumie nie stało się nic wielkiego, maska do klepania i reflektory do wymiany. Nikt nie został ranny, tylko trochę stresu dla mnie i dla kierowcy forda transita. Jednak to drobne zdarzenie wytrąciło mnie kompletnie z "plany dnia", odebrało mi też złudzenie bezpieczeństwa za kierownicą. Kruchość i niepewność wkradły się do mnie tego dnia. Ot, można wiele stracić z powodu jakiegoś zbiegu okoliczności. Wracałam ze stacji benzynowej, a drugi kierowca pojechał tylko wysłać list. Wcześniej pomyślał sobie: "ciekawe, co mi się dziś przydarzy, jest 13 - ty". Tak, ale ja o tym nie myślałam, no może przemknęła mi myśl "trzynasty", ale nie lubię takich przesądów, więc się nie przejęłam.

Zdarzenia tkają nasze życie. Cóż to takiego to 'zdarzenie'? Wynik interakcji między ludźmi. Żyjemy we wspólnej przestrzeni, nasze drogi się przecinają nieustannie. Ruch uliczny to nie jest ruch aut, to jest ruch kierowców. Ileż razy mam wrażenie, że wyczuwam osobę, która przede mną jedzie, ile razy domyślam się, że ma zamiar wkrótce parkować, skręcić albo że jest niecierpliwy, senny, zbyt odważny lub zbyt bojaźliwy. Tak, auto nie jedzie, człowiek jedzie.

Ot stłuczka, nic wielkiego, a jednak daje do myślenia. Blacha, skorupa ochronna, pod wpływem uderzenia zachowuje się jak kartonik po soku. Daje się zgnieść dość łatwo. Hamulec, zdawałoby się prosta sprawa. Zawodzi gdy pada deszcz. Najgorzej, jeśli pada z przerwami, na ulicy leży błoto, a nie woda, jest ślisko. Najgorzej, jeśli niezależnie od pogody prowadzę tak samo, z tą samą pewnością. Może powinnam bardziej się obawiać, mieć więcej respektu dla błota.

Do bycia dobrym kierowcą też się dojrzewa. Do spokojnego przyjmowania zdarzeń - też się dojrzewa.
Dojrzewają gwiazdy złote :-)

jeudi 13 mars 2008

Czas

Zagadnienie czasu mnie fascynuje. Odkąd zdarzyło mi się doświadczyć w stanie relaksu coś w rodzaju zatrzymania czasu, jakby czas nie istniał, zadaję sobie pytanie, czy "czas" jest rzewczywiście tym, co mierzą nasze zegarki...

Zegarki służą nam do orientacji w codziennym życiu, są wykreowanym przez nas narzędziem. Czas, jaki wskazują jest pewnym sposobem uporządkowania świata. Na Marsie ten świat porządkowalibyśmy inaczej. Ten czas jest względny.

Czy istnieje jakiś czas absolutny? Czy istnieje drugi rodzaj czasu? Nie wiem... Nie mam pojęcia, zadaję sobie pytanie. Z pewnością zachodzą we Wszechświecie nieustanne zmiany, coś się rodzi, coś umiera. Wybuchają sipernowe, umierają gwiazdy itd.

Przeczytałam w artykule na onecie:

"Profesor Itzhak Bars z University of Southern California w Los Angeles wymyślił sposób na wprowadzenie dwóch wymiarów czasu, co umożliwiłoby stworzenie teorii grawitacji kwantowej (znanej pod sugestywną nazwą teorii M). Zgodnie z tą koncepcją czas nie jest prostą linią od przeszłości do przyszłości w czterowymiarowym świecie składającym się z trzech wymiarów przestrzeni i jednego wymiaru czasu. Zamiast tego – w dużym uproszczeniu – przedstawia on upływ historii jako krzywe osadzone w sześciu wymiarach, czterech przestrzennych i dwóch czasowych." - czyli są pewne idee związane z dwoma rodzajami czasu...

"(...) sam fakt, że czas się narodził, ma fascynujące następstwa: tak samo może bowiem kiedyś zniknąć. Za miliardy lat czas może przestać istnieć, jak twierdzi profesor Jose Senovilla z Uniwersytetu Kraju Basków w Bilbao, który wraz z kolegami opublikował swoje odkrycie w magazynie „Physical Review D”."

- Są ludzie, którzy twierdzą, że czas zaczął płynąć wraz z powstaniem Wszechświata, wraz z Wielkim Wybuchem. Zadaję sobie dwa pytania: czemu czas miałby nagle wtedy się włączyć? I drugie: czy przestrzeń, czy cokolwiek istniało przed Wielkim Wybuchem??

Mój umysł nie potrafi przyjąć a priori, że nie wiedzieć czemu i skąd nagle nastąpił Big Bang i jak w jakiejś zabawie ruszyła tzw. strzałka czasu...

Jeśli jednak tak było, czas się zaczął, to czas się i skończy. Skończy się też nasze życie na planecie Ziemia. Czy jednak skończy się Wscheświat? Czy cały ten kosmos może umrzeć, zniknąć, nie pozostawić po sobie... nic? Na to też nie potrafię się zgodzić... Nie wiem, jak to uzasadnić, mam wrażenie, że coś jest wiecznego w tym wszystkim, coś, co nieustannie się odradza, wyraża i... "kreuje", cokolwiek by to miało znaczyć.

Życie to coś więcej, życie to jakaś niezwykła siła, życie samo w sobie.

Znane jest w naturze prawo zachowania energii - masy. Gdzie była cała ta gigantyczna energia Wielkiego Wybuchu, zanim Wybuch nastąpił? Gdzie będzie, co się z nią stanie, jeśli nasz Wszechświat miałby się skończyć?

No i ostatnie, szalone zupełnie pytanie, przyznaję, jest szalone, czy można uzasadnić istnienie nieskończoności i wieczności? Tzn. czy istnieje taka szansa, aby Wszechświat uznać za nieskończony, aczkolwiek zmienny, bez uznania tego za szaleństwo, i czy jest szansa, aby ludzki umysł to przyjął?

Na koniec przytoczę jeszcze jeden cytat z tego artykułu:

"Dlaczego więc możemy spoglądać w przeszłość, ale nie w przyszłość? Profesor Rovelli wraz z Alainem Connes z paryskiego College de France twierdzą, że upływ czasu jest iluzją. Porównują go do wyczuwania temperatury.

Poprzez temperaturę rozumiemy ruch molekuł. Filiżanka gorącej herbaty zawiera w sobie więcej energetycznych cząsteczek wody niż zimny napój, ale odczuwana przez nas temperatura w jakimś sensie oddaje średnią całej tej mieszaniny. Podobnie nasz mózg uśrednia to, co rejestrują nasze zmysły, stwarzając poczucie mijających sekund, minut i godzin. Upływ czasu jest miarą naszej niewiedzy.

To współgra z wcześniejszymi obserwacjami Juliana Barboura, niezależnego myśliciela, który ostrzegał, że po połączeniu ogólnej teorii względności i mechaniki kwantowej czas będzie uznawany wyłącznie za złudzenie umysłu."

Myślę, że nie doceniamy, jak bardzo nasze zmysły i sposób funkcjonowania umysłu "kreują" i zniekształcają rzeczywistość!

Nie twierdzę, że czas jest naszym złudzeniem. Jest to jedynie jedna z możliwych odpowiedzi na wątpliwość co do prawdziwej natury czasu i jego istnienia. Pragnę tylko podkreślić, że nie znamy czasu, że gdy się zagłębić w czas, który rozumiemy potocznie, to odkrywamy... nieznane. Nie wiemy, ciekawe, czy damy radę kiedyś poznać prawdziwą naturę czasu?

lundi 10 mars 2008

Przestrzeń podróżna


„Najwyższym celem podróżnika jest nie wiedzieć już, że kontempluje. Każda istota, każda rzecz jest okazją do podróży, do kontemplacji.”

Lao Tsy

katie.bijou

To tylko krótka informacja dla mnie samej, żebym nie zapomniała adresu mailowego... :-)))

Poza tym, inne blogi:

* ka-wings.blogspot.com
* ulubione-teksty.blogspot.com
* psychologia na salon24.pl

lundi 3 mars 2008

Wczoraj przeczytane u Hawkinga

Grawitacja zakrzywia przestrzeń. Inaczej mówiąc: oddziaływanie grawitacyjne jest rezultatem zakrzywienia przestrzeni. Czasoprzestrzeni...

Ponoć pola grawitacyjnego nie da się odróżnić od jednostajnego przyspieszenia wyimaginowanej windy, w której znajduje się obserwator i odczuwa jednostajne przyspieszenie jako grawitację. Stąd wychodzą rozważania na temat nieistnienia czasu absolutnego. Służy im obraz pociągu i piłeczki ping-pongowej (obserwator w pociągu i na peronie), a także hipotetycznej rakiety, ze źródłem światła na jednym końcu, a odbiorcą na drugim. Przyspieszająca rakieta, a = const. i coraz szybciej (za względu na przyspieszenie) odbierane sygnały świetlne przez osobę - detektor na końcu rakiety.