Pierwsze pytanie jakie mi się nasuwa wiąże się z analogią rozszerzającego się Wszechświata do nadmuchiwanego balona: skoro oddalają się od siebie galaktyki, powinny oddalać się od siebie także elementy galaktyk. Tzn. gdy plamki na balonie to galaktyki, które w miarę rozszerzania się balonika oddalają się od siebie, to wtedy także rozmiar galaktyki powinien rosnąć, a wraz z nim także odległości wewnątrz galaktyki. Zgodnie z tym rozumowaniem, odległość między Ziemią a Słońcem powinna rosnąć...
Może czegoś nie rozumiem, np. siły grawitacji między Słońcem a Ziemią mogą przeciwdziałać temu rozszerzaniu odległości. W takim razie galaktyki musiałyby być jakimiś naroślami na powierzchni balona. Same się nie rozszerzają, podczas gdy balon rośnie i odległości między nimi się wydłużają.
Może czegoś nie rozumiem, np. siły grawitacji między Słońcem a Ziemią mogą przeciwdziałać temu rozszerzaniu odległości. W takim razie galaktyki musiałyby być jakimiś naroślami na powierzchni balona. Same się nie rozszerzają, podczas gdy balon rośnie i odległości między nimi się wydłużają.
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire